Wiara, nadzieja i pielgrzymka po kasę
Najlepszy polski snookerzysta, zielonogórzanin Marcin Nitschke: - Zdarzyło się nieszczęście i przybiło mnie tak bardzo, że straciłem motywację. Przez kilka miesięcy nie byłem sportowcem. Może potrzebowałem tego zmarnowanego czasu?
- Od 16 lat gram w snookera. Dość szybko dowiodłem, że mogę być najlepszy w Polsce i od tego też momentu postanowiłem mierzyć wyżej. Wiary we własne możliwości nie brakowało mi praktycznie nigdy. Zawsze czułem, że mogę stać się jednym z nich - mistrzów tej trudnej gry. Tyle że dotąd nie dostałem na to szansy. Miałem przetrzeć zupełnie nowy szlak. Okazało się jednak, że na przebycie drogi z prowincji raczkującego polskiego snookera do centrum najważniejszych światowych wydarzeń nie wystarczy talent, praca i zapał. Potrzebne są pieniądze. Duże pieniądze oraz kontakty. Nie miałem ani jednego, ani drugiego.

Dziś kontakt ze światem stał się bliższy, łatwiejszy i nieco tańszy. Przed moimi 12-letnimi uczniami tkwią możliwości, o jakich ja strasznie marzyłem. Cieszę się z ich sukcesów. Wrócę jeszcze do wątku mojej misji szkoleniowej. Teraz chciałem tylko przyznać, że im tych możliwości zazdroszczę. Gdybym u progu swej kariery mógł wyjechać do ojczyzny snookera, przez kilka miesięcy w roku sparować z najlepszymi w Sheffield, kto wie jak to wszystko dziś by wyglądało.

Stało się inaczej. Mam 26 lat i docierają do mnie sugestie, że mój czas w sporcie już mija. Że już się nie rozwinę i nie wygram tego, co wygrać bym chciał. Ale po pierwsze, ja nie czuję się sportowcem niespełnionym. A po drugie, ja się z tymi sugestiami absolutnie nie zgadzam. Snooker to moje miejsce w życiu. Połowę swego dorosłego życia spędziłem przy stole do gry. Nie żałuję tego. Przeciwnie. Zamierzam grać tak długo, jak długo zdrowie mi pozwoli. A i po tym chyba pozostanę wierny tej dziedzinie. Prowadzę największy w zachodniej Polsce klub snookerowo-bilardowy, a szkoleniem obejmuję 15-osobową grupę młodych osób. To jest wyzwanie! Gabloty uginają się od pucharów i medali, które wywalczyłem. Gdy tylko mogę się koncentrować na grze i treningach, pełnię na tle krajowej konkurencji rolę dominatora. Jako wielokrotny mistrz i reprezentant Polski zmagam się jednak z o tyle dziwną sytuacją, że nie zawsze mogę sobie pozwolić na uprawianie sportu... Bo najpierw muszę sam zorganizować środki na życie oraz starty w turniejach, zajęcia z psychologiem, fizjoterapeutą. W jaki sposób to robię? Kolęduję po sponsorach, staram się o dofinansowanie z Urzędu Miasta i Marszałkowskiego, prowadzę szkółkę, uruchomiłem klub z prawdziwego zdarzenia, najpierw jeden, potem drugi - dużo większy. Poukładałem sobie to tak, że ostatnio wygrałem cztery najważniejsze w Polsce turnieje z rzędu. W rankingu zawodników za moimi plecami nie widać konkurentów.

Radzę sobie. Trwam na szczycie, choć od dawna wiem, że uprawianie snookera w naszym polskim sosie własnym nie prowadzi do rozwoju, ani też nie zaspokaja moich ambicji. Coś sobie zdołałem udowodnić - wywalczyłem dziewiąte miejsce w mistrzostwach świata amatorów. W pokazówce transmitowanej przez Canal Plus wbiłem setkę w pojedynku z samym Steve Davisem, który przez sześć razy sięgał po tytuły mistrza świata wśród zawodowców. Możliwości gry z najlepszymi miałem jednak zbyt mało, a bez tego ani rusz! Polski związek snookerowy finansuje tylko ułamek kosztów startów w międzynarodowych imprezach. Zaś na jeden na taki wyjazd potrzeba minimum kilku tysięcy złotych. Nie stać mnie na to.

- Było mi nieporównywalnie łatwiej, gdy mogłem liczyć na pomoc brata. Mój nieodżałowany brat Damian Nitschke zginał tragicznie dziewięć miesięcy temu na narciarskiej trasie zjazdowej. Zanim to się stało, ciągnął szkolenie w naszych klubach, organizował największe turnieje, sędziował, zarządzał klubami. Nie da się powiedzieć, że on był moją prawą ręką, bo to o wiele za mało. Bywał moimi obiema rękami i głową, ogromnie ważną i bliską osobą. Każdemu życzę wsparcia kogoś takiego. I gdy nagle tak z dnia na dzień go zabrakło, nie umiałem tego udźwignąć. Na kilka miesięcy przestałem być sobą. Sportowy priorytet przestał obowiązywać - zero motywacji. Ludzie się załamują przy takich tragediach. Szczęściem nade mną czuwał przyjaciel Paweł Nowak. Nie pozwolił mi się zagubić. A po kilku miesiącach wróciłem. I nie będę skromny - wróciłem w spektakularnym stylu. Właśnie kończy się sezon z całą pewnością jeden z najlepszych w mojej karierze zawodniczej oraz szkoleniowej. Nastoletni uczniowie z mojego klubu sięgają po złote medale w swoich kategoriach wiekowych, wbijają europejskie brejki. Reprezentują już Polskę i Zieloną Górę na młodzieżowych mistrzostwach Europy. Sam też nie mogę narzekać na formę. Na dodatkowe potwierdzenie tych słów chcemy obronić jeszcze w tym sezonie drużynowe mistrzostwo Polski dla Hot Shots Zielona Góra. W szkoleniu kontynuuję dzieło rozkręcone przez mego brata. Myślę o nim codziennie i nie ma mowy, żebym nawalił w zajęciach z adeptami. Bo młodzi ludzie, jak niegdyś ja, mogą odnaleźć w snookerze swój pomysł na życie. Przyjdźcie, warto spróbować!

Ale ciągle marzę... Jak każdy sportowiec marzę o wielkich zwycięstwach. Śmieją się już niektórzy, że stale zapowiadam medale na mistrzostwach Europy i świata. Nie udaje mi się, ponieważ istnieją pewne warunki konieczne do wypełnienia. Sprawy są tyleż proste, co kosztowne. Najlepsi trenują z najlepszymi w Anglii i często spotykają się na międzynarodowych turniejach. 300 tys. zł musiałby kosztować sezon, po którym mógłbym złapać pełną swobodę rywalizacji z międzynarodową konkurencją. I nie dam sobie wmówić, że jestem na coś za stary. Mam jeszcze dwa-trzy lata na atak. Nikt mnie tu w niczym nie wyręczy. Muszę zdobyć pieniądze i spróbować. Coś już się udało. Podpisałem nową umowę sponsorską z winnicą Stara Winna Góra Marka Krojciga. Z tym że dopiero teraz zaczyna się moja walka o budżet i kolejnych sponsorów na nowy sezon. Rynkowe realia nie sprzyjają, ale odwiedzę poważne firmy. Nie potrzebują dużo - od każdej po trochę i dopnę swego!

Opowieść najlepszego polskiego snookerzysty - zielonogórzanina Marcina Nitschke - spisał Andrzej Tomasik.

Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra

powrót do strony głównej


© 2009 All rights reserved - Marcin Nitschke 2012